Vive trzecie w Lidze Mistrzów

Vive trzecie w Europie

W końcu polska piłka ręczna doczekała się wielkiego klubowego sukcesu na arenie międzynarodowej. Vive Targi Kielce wywalczyło 3. miejsce w handballowej lidze mistrzów. Kielczanie w meczu o brąz pokonali ubiegłorocznego mistrza THW Kiel 31-30 i tym samym udowodnili, że ich zespół powoli wyrasta na europejską potęgę.

Wydawałoby się, że sam awans do finałowej czwórki EHF Champions League to szczyt marzeń polskiej drużyny, nic bardziej mylnego. Polska drużyna pojechała do Kolonii nie jako chłopcy do bicia, a jako czarny koń, który może sprawić nie lada niespodziankę. I zrobili to. Co prawda, może nie w półfinale, w którym dość dotkliwie ulegli FC Barcelonie 23-28, ale w meczu o trzecie miejsce pokazali charakter, od pierwszych minut całkowicie dominując ubiegłorocznego triumfatora ligi mistrzów – THW Kiel. Pierwsza połowa skończyła się sensacyjnym wynikiem 19:12 dla Kielczan. Natomiast druga była dużo bardziej emocjonująca i skończyła się po wspaniałej, aczkolwiek nieudanej pogoni drużyny z Kilonii 31-30. Ten mecz na zawsze przejdzie do historii polskiej piłki ręcznej.

Vive Targi Kielce nie tylko udowodniło, że staje się europejską potęgą, ale również dało pstryczka w nos graczom z THW Kiel. Kilka tygodni temu, rozgrywający tej niemieckiej drużyny, Marko Vujin stwierdził, że „Vive nie zasłużyło na grę w Final Four, miało szczęście w losowaniu”. Skoro Vive nie zasłużyło, to THW Kiel powinno być tym bardziej wstyd, że przegrali z taką drużyną. Gracze z Kilonii przez większość meczu grali tak jakby im nie zależało na wygranej i ostatecznie ulegli w meczu z drużyną, która pierwszy raz awansowała do Final Four tego prestiżowego turnieju.

Wszystko pięknie, tylko teraz Vive może paść ofiarą swojego niespodziewanego sukcesu. Co zrobić, żeby zatrzymać w klubie swoje największe gwiazdy, które na pewno otrzymają propozycje przejścia do innych organizacji, a jednocześnie wzmocnić się przed następnym sezonem? Historia zna wiele takich „marketów” (jednym z nich właśnie staje się Borussia Dortmund), które szybko pozbywają się swoich najmocniejszych ogniw i później długo odbudowują swoją formę. Tutaj ogromną rolę odegra prezes klubu, który wydaje się mieć głowę na karku. Jeśli uda mu się przekonać zawodników, że Vive stanie się jeszcze mocniejsze i zarobią pieniądze nie gorsze niż piłkarze innych klubów, Vive pozostanie na europejskich salonach. Jeśli gwiazdy odejdą – zostaną tylko wspomnienia.

Kielecki klub składa się z wielu Polaków, którzy za granicą już pograli i teraz z pobudek patriotycznych mogą (ale nie muszą) chcieć budować potęgę Vive. Jednak w klubie grają również Chorwaci (motor napędowy klubu), Serb, Słoweniec, Islandczyk i Niemiec, którzy oprócz świetnych występów w Vive są również ważnymi ogniwami w swoich reprezentacjach. Oni są łakomym kąskiem dla innych klubów. Ich tutaj nic nie trzyma. Co się z nimi stanie? Zobaczymy za klika miesięcy. Vive stoi przed ogromnym wyzwaniem i dopiero teraz się przekonamy czy w Polsce możliwe jest wybudowanie europejskiej potęgi z prawdziwego zdarzenia.

Sukces Vive, jako ich kibica, niezmiernie mnie cieszy. Postępy jakie robi ten polski klub są wspaniałe i dają nadzieję, że Polacy mogą zaistnieć w Europie również na arenie zmagań klubowych. Sukcesy naszej reprezentacji uświadomiły Polakom, że ten sport istnieje, jednak tylko mocny klub (odnoszący międzynarodowe sukcesy) z bogatymi sponsorami może pomóc w realnym rozwoju piłki ręcznej w Polsce. Siatkówce już się to udało dzięki Skrze i kto wie czy jej śladem nie podąży dawna Iskra (Vive). Byłoby wspaniale!