Teledysk Get Nice! nie powala

Jak zapowiadali, tak zrobili. Dziesiątego lipca do sieci trafił nowy teledysk Zebrahead pt. Get Nice! Co ciekawe, udostępniono go w dwóch wersjach „czystej” i „1970”, które nie różnią się praktycznie niczym prócz jakością wykonania. Do tej drugiej dodano rozmycia obrazu, szumy, zakłócenia i inne efekty znane wszystkim posiadaczom odtwarzaczy wideo. A wszystko po to, aby oddać klimat lat ’70. Czy nowy kawałek powala? Powiem krótko – NIE.

Chłopaki z Zebrahead przyzwyczaili mnie do tego, że ich tytułowe piosenki (o tej samej nazwie co cały album) nie są najwyższych lotów i wcale nie oddają klimatu całej płyty. Domyślam się, że tak będzie i tym razem. Jeśli Zebrahead jest zespołem pop punkowym, to Get Nice! można bardziej określić jako kawałek popowy niż punkowy. Słuchając go miałem wrażenie, że twórcy inspirowali się na piosenkach New Found Glory.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie twierdzę, że styl pop punku jaki reprezentuje NFG jest zły. Po prostu Zebrahead przyzwyczaili mnie do bardzo energicznych kawałków, a jeśli miałbym ustawić te dwa zespoły na pop punkowej szali, to prawdopodobnie stałyby na przeciwnych biegunach. Dla mnie to dwa inne światy: lighthardcore. Jednak w Get Nice! zabrakło energii i nawet rap Aliego nie brzmi tak jak zazwyczaj. Zobaczcie sami:

A szkoda, że Get Nice! jest taki „lajtowy”, bo tekst tej piosenki jest raczej motywujący do działania. Refren „Somebody stop this world from spinnin’ / Because we’re never givin’ in / And I can’t stop from believing / We will rise again” czy bridge „If you lose heart then you gotta put yourself up / Brand new start when everything tensed up / Can’t break apart when you really get a sense that / You are not alone” aż się prosi o moc.

Natomiast jeśli chodzi o sam teledysk, również mi się nie podoba. Nie lubię uwsteczniania się, a już szczególnie wycieczek do lat ’70. Get Nice! przedstawia pokaz talentów, który ma ukryty (to mocno powiedziane) podtekst seksualny. Gdy cyrkowcy wychodzą na scenę na ekranie pojawiają się napisy: „Uni-sex” (unicykl), „El tigre maturbandose” (niby po hiszpańsku, ale łatwo się domyślić co to znaczy), Cleofatra!!! (nawiązanie do australijskiego Mam Talent), „Dance Dance Party Pants” i „Lady Lollipop”. Niby fajne, ale dziecinne i nudne na dłuższą metę. Poza tym nie lubię grubych panów z wąsami i wielkimi czuprynami. Ale ogólnie wideo nie jest takie tragiczne. Klip można pochwalić za humor, oryginalność (która nie przypadła mi do gustu) i Lady Lollipop, a ta nie schodzi ze sceny od 2:20 do samego końca teledysku.

Na zakończenie przyznam się, że w swojej ocenie jestem trochę za surowy. Gdy szukałem różnic pomiędzy wersjami przesłuchałem Get Nice! kilkanaście razy i kawałek zaczął mi się podobać. Jednak pierwsze wrażenie jest dla mnie najważniejsze, a właśnie po pierwszym kontakcie z Get Nice! byłem rozczarowany. Patrząc obiektywnie, jeden popowy kawałek albumowi na pewno nie zaszkodzi, a nawet się przyda. Ale pod warunkiem, że będzie tylko jeden!