Steam przekonuje bijatyki do PC

Steam przekonuje bijatyki do PC

Odkąd na początku XXI wieku twórcy bijatyk stwierdzili, że ten gatunek jest typowo konsolowy i nie ma prawa bytu na PC, nastąpiła ogromna posucha w sprawie komputerowych mordobić. Fanów tego gatunku omijały kolejne wydania Mortala, Street Fightera czy Tekkena. Na szczęście ten trend wydaje się odwracać i dzięki Steamowi zagramy w najnowsze produkcje azjatyckich fighting games.

Kiedyś to były czasy – może powiedzieć fan bijatyk, który w latach 90 mógł tłuc się po mordach w największe tytuły z gatunku bijatyki. Mortal Kombat 1, 2, 3, później 4, Virtua Fighter, Street Fighter I i II… Chyba tylko Tekkena brakowało do pełni szczęścia. Później wszystko wyemigrowało na Playstation, a lokalna kooperacja popadła w niełaskę, „bo jest internet”. Dopiero steamowa koncepcja rozwoju gier na PC spowodowała, że mordobicia nieśmiało wracają na komputery osobiste – Teraz to będą czasy.

Co jest, a co będzie?


Zwiastun Dead or Alive 5 robi wrażenie.

Na pececie możemy już zagrać w najnowszego Ultra Street Fightera, Mortal Kombat Komplete EditionInjustice, a nawet w NARUTO SHIPPUDEN: Ultimate Ninja STORM Revolution i Guilty Gear X2. Gry, które fani bijatyk bez wątpienia powinni kojarzyć. Jednak przed nami kolejne gorące premiery. I to dosłownie! 17 lutego na Steama trafi Dead or Alive 5 Last Round, a 10 dni później zagramy w Dragon Ball Xenoverse. W kwietniu do sprzedaży trafi Mortal Kombat X, a nie można zapomnieć, że twórcy Tekkena 7 również rozważają wersję na komputery osobiste. Coś wspaniałego. W ciągu najbliższych tygodni tyle premier, które wniosą trochę emocji do imprezowych domówek.

Nigdy nie zrozumiałem do końca, dlaczego niby konsola i dołączony do niej pad jest taki dobry w grach typowo arcade’owych, żeby te musiały opuścić PC. Przecież te gry zostały zaprojektowane by grać w nie na automatach w salonach gier. Do domowego zacisza najlepszy to jest Razer Atrox, który i tak trzeba specjalnie dokupić. Na konsolowym kontrolerze lepiej gra się na d-padzie niż na analogowym sticku, więc to rozwiązanie jest równie niekomfortowe co gra na klawiaturze. Poza tym Mortal Kombat od zawsze udowadniał, że na klawiaturze może grać nawet dwóch graczy naraz i nikt na komfort nie narzekał. Powiedzmy sobie szczerze, to piractwo wygoniło bijatyki z PC, a nie lepsze przystosowanie konsol do tego gatunku.

Na szczęście ta zima kiedyś musi minąć i chyba nadchodzi wiosna. Dragon Ball to jedna z tych serii, która sprawiała, że patrzyłem na PlayStation z zazdrością i modliłem się, żeby kiedyś zawitała na blaszaki. Dobrze zdaję sobie sprawę, że jest wtórna, a jej styl graficzny nie pozwala już na rozwój technologiczny. Ale mnie to nie przeszkadza, bo jeszcze nigdy nie grałem w nią na komputerze, więc mogę uznać ją za nową grę.

Brutalny relaks w fantastycznych światach


Podróżowanie w czasie własnym awatarem?
Po świecie DB? To lubię.

Dragon Ball XV pozwoli przeżyć wszystkie walki znane z mangi na nowo. Dzięki podróżom w czasie, stworzony przez nas bohater razem z Future Trunksem, zobaczy historię Goku i spółki oraz zmierzy się z bandytami podróżującymi w czasie. Ponadto nasz bohater będzie mógł wybrać mistrza, który będzie go szkolił w walce i nuczy charakterystycznych dla niego technik. Genialne, bo kto by nie chciał samemu brać udział w wydarzeniach z Dragon Balla za pomocą awatara? Na pewno nie ja i już zacieram ręce, a możliwość zagrania Vegetto, Son Gottenem czy Future Trunksem traktuję jako dodatkowy bonus, który w każdym innym wypadku byłby głównym powodem, dla której kupiłbym tę grę.

Bijatyki lubię jeszcze z jednego względu – grając w lokalną kooperację przed jednym ekranem dostarczają tak dużej dawki rozrywki, że trudno brać na poważnie wydarzenia, które dzieją się na ekranie. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, żeby ktoś się obraził na to, że kolega skopał go w Mortal Kombat. A sam fakt możliwości toczenia walk zgrabnymi kobietami w bikini na piaszczystych plażach (vide Dead or Alive 5) raczej odpręża niż irytuje. Dlatego chcę jak najwięcej wysokiej jakości tytułów na PC i wygląda na to, że Steam robi dobrą robotę, bo coraz więcej azjatyckich developerów się do niego przekonuje. Tylko proszę, żeby nikt nie okrajał gier z lokalnej kooperacji, bo walka po sieci już nie jest tak rozluźniająca, a często nawet frustrująca.