csgolegends

Starcie tytanów, czyli VP vs NiP

Nie sądziłem, że turniej o tak kiczowatej nazwie, jak „CS:GO Legends Series” może okazać się najlepszym ceesowym widowiskiem ostatnich tygodni. Tym bardziej, że finał ligi SLTV – NaVi vs Fnatic – był tak emocjonujący, że przyćmienie go wydawało się niemożliwe. Ku mojemu zdziwieniu, już następnego dnia Virtus.Pro i NiP Gaming rozegrali fenomenalne spotkanie i był to prawdopodobnie jeden z najlepszych meczów w historii CS:GO. Było w nim wszystko by móc go uznać za e-sportowe arcydzieło.

Jeżeli nie oglądaliście tego meczu na żywo, to polecam obejrzeć powtórkę. Pojedynek byłych mistrzów świata z aktualnymi był jak złoto najwyższej próby. Tak emocjonujące spotkanie trudno będzie kiedykolwiek powtórzyć. A pięć rozegranych Counter-Strike’owych map na najwyższym poziomie, trzymało w napięciu aż do ostatnich minut. Wydaje mi się, że to chyba najlepsza (pięciogodzinna) reklama profesjonalnego CS-a.

^Cały mecz CS:GO Legends Series #1 do obejrzenia w eFragTV w serwisie hitbox.

Mecz, który ma w sobie wszystko

Starcie polskiego Virtus.Pro ze Szwedami z Ninjas in Pyjamas posiadało chyba wszystkie możliwe scenariusze na rozegranie tego spotkania. Pierwsza mapa (Nuke) była standardową rozgrywką, w której już na początku pokaźne prowadzenie objęli antyterroryści, zwycięzcy rundy pistoletowej. Przy stanie 5-0 nastąpiło przełamanie, które rozwiało wątpliwości dotyczące jednostronnego widowiska. Zaatakowali Virtusi i pierwsza połowa skończyła się wynikiem 8-7 dla Szwedów. Zmiana stron rozpoczęła dominację Polaków, którzy bronili się z tak wysoką skutecznością, że drugą połowę wygrali 9-1, w rezultacie zwyciężając Nuke’a 16-9.


Totalna anihilacja NiP-u.

Kolejna mapa, Mirage to popis TaZ-a i Pashy, którzy całkowicie rozbili przeciwników. Sama ta dwójka zdobyła razem 43 fragi – o pięć więcej niż cała drużna NiP-u. Coś niesamowitego! Polacy na tej mapie oddali Szwedom tylko 14 rundę i pewnie wygrali 16-1 (14-1; 2-0). Sytuacja niespotykana w meczach na tak wysokim poziomie. Ta mapa była rozegrana perfekcyjnie i nie ma się nad nią co rozwodzić.

Wydawało się, że polska drużyna zakończy mecz 3-0, ale na Overpassie w końcu przebudzili się Szwedzi. Choć w pierwszej połowie wypracowali sobie solidną przewagę 7-3, to roztrwonili ją kończąc dorobkiem 8-7. Zmiana stron doprowadziła do jeszcze większych emocji, drużyny szły łeb w łeb, aż do stanu 12-11. Wtedy NiP rozpoczął ucieczkę i wygrał kolejne 4 rundy doprowadzając do wyniku 16-11. Kibice na nowo uwierzyli, że wygrana mistrzów świata w tym spotkaniu jest jeszcze możliwa.


Podwójny ace Byaliego.
i

Czwartą mapą było Inferno. Szwedzi niesieni na fali poprzedniego triumfu, bez problemu zdobyli pierwsze 5 rund dominując Polaków. Doprowadzili do stanu 10-1, co było bardzo niepokojące dla polskich kibiców. Wydawało się, że kolejna mapa z łatwością padnie łupem NiP-u. Wtedy jednak Virtusi zabrali się za odrabianie strat. Rozpoczęli szalony pościg za przeciwnikami. Pierwszą połowę przegrali 10-5, aby po zmianie stron, już jako antyterroryści dogonić przeciwników. Udało im się to w 24 rundzie, doprowadzając do remisu 12-12. Gracze NiP-u kompletnie się pogubili. Ich przeciwnicy dobili do wyniku 13-15 i mieli dwie rundy meczowe. Które niespodziewanie przegrali. Remis 15-15 oznaczał dogrywkę… W której prawie perfekcyjnie zagrali Szwedzi i Inferno zakończyli z bilansem 19-16.

Ostateczne starcie


Najlepsze akcje meczu.

Wynik 2-2 oznaczał, że konieczne będzie rozegrane ostatniej, 5 mapy. Kibice zacierali ręce, bo najbliższe kilkadziesiąt rund miało zdecydować o wygranej i porażce w Meczu Legend. Dust_2 był mapą wyłaniającą tę lepszą drużynę… I zaczęło się pięknie. Jeżeli czegoś jeszcze brakowało w tym meczu, to gry na przewagi od początku spotkania. Polacy zaczęli od 3-0, Szwedzi doprowadzili do 3-7, nastąpiło przebudzenie Polaków na 6-7, jednak połowa zakończyła się przegraną Virtus.Pro 6-9. Po zmianie stron, Virtusi jako antyterroryści doprowadzili do remisu w 20 rundzie (10-10). Wtedy byli już na fali i NiP wiedział, że trudno będzie zatrzymać tę rozpędzoną polską maszynę. Rozpoczęła się walka runda za rundę – idealne zwieńczenie tego spotkania. Kolejno na tablicy wyników kibice mogli śledzić punktację: 10-12, 11-13, 12-14, 13-15. Ostatecznie Filip „Neo” Kubski zadał dwa kończące spotkanie fragi (13-16) i to Virtus.Pro sięgnęło po 1000$ i tytuł czempionów Meczu Legend.

W całej e-sportowej historii CS:GO nie oglądałem bardziej zaciętego spotkania i to nic dziwnego, bo i NiP, i Virtus.Pro to zespoły światowej sławy. W końcu NiP dwa tygodnie temu sięgnął po puchar ESL One w Kolonii, natomiast Virtusi pół roku temu wygrali EMS One w Katowicach. Triumfy w dwóch najbardziej prestiżowych turniejach CS:GO do czegoś zobowiązują.

^Komentarz TaZa o zaprzepaszczonych szansach na wcześniejsze zakończenie meczu.

Czego dowiedzieliśmy się po tym meczu? Obie drużyny są mocne, ale na pewno nie są nie do pokonania. Robią głupie błędy, ale gdy są na fali trudno je zatrzymać. Poza tym Mecz Legend dowiódł, że best-of-five to system, który idealnie nadaje się na takie jednorazowe spotkania. Nie nadaje się na duże turnieje (bo może zanudzić widzów), ale jest o wiele bardziej sprawiedliwy, niż best-of-one czy best-of-three. Daje większą pewność, że wygra lepsza drużyna. A tym razem lepsi okazali się Polacy.