One Mile Left

Niemiecki blink – One Mile Left

Niemcy mają swojego Blinka? Taka myśl przeszła przez moją głowę podczas słuchania „Keep Me Up” autorstwa One Mile Left. Muszę przyznać, że Trio z Bamberga jest naprawdę dobre i momentami brzmi jak Blink-182 z czasów świetności. Co więcej, celem zespołu jest dobicie do poziomu legendarnego albumu „Enema of the State”, więc ta myśl wcale nie była głupia. A jeżeli nadal będą się rozwijać, to mam wrażenie, że kiedyś im się to uda.

Tak, wiem, że trudno w to uwierzyć. Jednak jeżeli chcecie się przekonać czy mam rację, sprawdźcie ich cover „I Miss You”. Jestem przekonany, że gdyby Blink nie zmienił stylu muzycznego, to ten hit brzmiałby bardzo podobnie do wariacji zaproponowanej przez One Mile Left. Jeszcze nie jesteście przekonani? No to łapcie na dokładkę Teenage Dirtbag. Ten cover już powinien Was przekonać, że 1ML to nie byle jaka kapela.

Behind the story…

To co podoba mi się w tym zespole to fakt, że chcą wskrzesić starego ducha pop punku. Piosenki One Mile Left nie mają naleciałości współczesnego popu, który jest serwowany w wielu nowych produkcjach. Co prawda, nie jest to jakaś tam super zaleta, ale miło usłyszeć coś nowego w starym dobrym stylu. Fajnie, że w czasach kiedy ikony gatunku zmieniają swoje brzmienie, są zespoły, które naśladują oldschool. Sami artyści określają siebie jako zespół grający pop punk, który można usłyszeć w filmach typu „American Pie”. I trudno nie przyznać im racji.

Gdy na Spotify odpalam longplay „Behind the Story” wydany w 2012 roku, mam wrażenie, że cofam się do końcówki XX wieku. Niektóre piosenki 1ML brzmią jakby były przygotowywane przez prawdziwe gwiazdy! „Keep It Up” brzmi jak blinkowe „Dumpweed” i „First Date”. „Won’t Go Without You” kojarzy mi się z „With Me” Sum 41 i „Rest of My Life” Unwritten Law. To tylko potwierdza, że pod względem muzycznym album jest wysokiej jakości. Moją uwagę przykuły również „All Night”, „Love Letter” i „I’ll Be the Reason You’ll Leave Town”. Jednak polecam przesłuchać całość od początku do końca, bo płyta jest tak lekka i przyjemna, że dopiero po ostatniej piosence zorientujemy się, że jest coś nie tak – rozległa się cisza i trzeba puścić wszystko od początku. Przynajmniej ja tak robię.

The high rise afternoon…


Jenny.
i

Formacja zespołu to standardowe poppunkowe trio. W jej skład wchodzą: Markus Bezold (gitara i wokal), Christian Hartmann (bass) oraz Markus Stretz (perkusja). Bezold dzięki komputerowym dobrodziejstwom modyfikacji głosu używa w piosenkach dwóch głosów czym nadrabia swoje braki techniczne. Mi to nie przeszkadza, tym bardziej, że jeden z nich jest łudząco podobny do głosu Toma DeLonge! Warto zaznaczyć, że zespół wcale nie jest jakiś nowy i nagle debiutuje. Powstał już sześć lat temu, w wakacje 2008 roku i w swoim dorobku ma trzy albumy. Jeden longplay oraz dwie EP-ki, które w Internecie można dostać za darmo. „Cover The Shit: Volume 1” to dobra płyta z coverami znanych (i lubianych przeze mnie) piosenek, natomiast „The High Rise Afternoon” to prezentacja ich dalszego rozwoju. Na płycie znajdziemy 5 dobrych kawałków, a jeden lepszy od drugiego.

W kwietniu 2013 r. dobiliśmy do 1900 obserwatorów na facebooku. Aby powiedzieć „dziękuję” wszystkim fanom, umożliwiliśmy ściągnięcie wszystkich coverów i niewydanych wcześniej B-Side’ów zupełnie za darmo.One Mile Left

Naprawdę dziwię się, że Niemcy nie zostali jeszcze wyłowieni z odmętów internetu. Chłopaki zasługują na uwagę i z należytą ciekawością będę wyczekiwał ich nowej płyty. Parafrazując tekst z ich fanpage’a – uważam, że rok 2014 powinien być ich rokiem. Jeżeli nowe piosenki będą jeszcze lepsze od materiału, który dotychczas nagrali możemy spodziewać bardzo solidnej płyty. Kto wie czy nie lepszej od ostatnich tworów Blinka-182.