Juventus w ćwierćfinale Ligi Mistrzów

Juventus w ćwierćfinale Ligi Mistrzów

Niedawno Juventus bez problemów pokonał Celtic i w dwumeczu strzelił 5 bramek, nie tracąc ani jednej. W pełni zasłużył na awans do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Natomiast już dzisiaj, dowiemy się kto tym razem stanie zebrom na przeszkodzie w drodze do finału. Z siedmiu drużyn, z którymi Juve może się zmierzyć w tej fazie turnieju, nie chciałbym trafić na trzy – Real, Bayern i Barcelonę.

Juventus ostatni raz w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów grał w 2006 roku, więc nic dziwnego, że Bianconeri czują głód zwycięstw. Wachlarz drużyn na jakie mogą trafić zebry jest dość zróżnicowany i obok starych bywalców mamy drużyny, które mogą wydawać się sporym zaskoczeniem w tej fazie turnieju. Do najlepszej ósemki, oprócz Juventusu awansowali: FC Bayern Monachium (Niemcy), Borussia Dortmund (Niemcy), FC Barcelona (Hiszpania), Galatasaray S.K. (Turcja), Málaga CF (Hiszpania), Paris Saint-Germain FC (Francja) oraz Real Madryt C.F. (Hiszpania). Trzy drużyny z Hiszpanii, dwie z Niemiec i po jednej z Francji, Turcji i Włoch. Na pewno zaskakuje fakt, że wśród faworytów nie ma już ani jednej drużyny z Anglii, nieoficjalnie nazywanej „najmocniejszą ligą świata”.

To, że nie ma już angielskich drużyn można uznać za dobre fatum, ponieważ Juventusowi nigdy dobrze nie grało się na angielskich boiskach. Historia pokazuje również, że pojedynki z Hiszpanami często kończyły się zwycięstwem Juve, ale w tym przypadku nie chciałbym trafić ani na Real (który jest zdeterminowany by wygrać LM), ani na Barcelonę (Messi i spółka to ostatnio bardzo nieobliczalna drużyna). Niemcy wydają się drużynami, z którymi Juventus powinien sobie poradzić, ale ta nacja ma tendencję do bywania czarnymi koniami turnieju, dlatego nie byliby idealnymi parami dla Włochów. Francuzi składają się z gwiazd piłki nożnej, a Turcy są piekielnie mocni na swoich boiskach. W tej fazie turnieju wydaje się, że nie ma słabych drużyn.

Aczkolwiek gdybym miał moc sprawczą, chciałbym, żeby Juventus trafił na Galatasaray i w Turcji grał pierwszy mecz, żebyśmy u siebie mogli odrobić ewentualną porażkę. To drużyna, która ewidentnie wydaje się w zasięgu Juventusu, a dwumecz powinien zapewnić należytych emocji. Tym bardziej, że gra tam wypożyczony z Juve – Felipe Melo – Brazylijczyk, który podobno wyprawia tam cuda. Chciałbym móc zobaczyć jak sobie poradzi przeciwko Juventusowi.

Jeśli nie wylosowalibyśmy Galatasaray, to cieszyłbym się również z Malagi i PSG. Málaga wydaje się drużyną, która zakończy turniej na ćwierćfinale niezależnie na kogo trafi, więc nie obraziłbym się gdyby to Juventus ją wyeliminował. Jednak mam wrażenie, że mecze tych drużyn byłyby niespotykanie nudne. Z kolei PSG, to twór po którym nie wiadomo czego można się spodziewać. Prowadzony jest przez Włocha, ma w drużynie Zlatana Ibrahimovića, który włoską piłkę zna od podszewki – może być trudnym przeciwnikiem dla Juventusu, ale mimo wszystko wydaje się słabszy. Te mecze byłyby ok.

Wylosowanie innej drużyny, niż z tej trójki nie wydaje mi się powodem do radości. Borussia jest dokładnie na tym samym poziomie co Juventus, tutaj o wygranej prawdopodobnie zadecydowałoby szczęście. A to nic fajnego. Poza tym, z takimi przeciwnikami Juve cofa się do defensywy przez co prawdopodobnie nie zobaczymy oszałamiającego widowiska.

Real, Bayern i Barcelona to drużyny, które przynajmniej na papierku, wydają się mocniejsze od Juventusu. Chciałbym ich unikać najdłużej jak to tylko możliwe. Każda z nich mogłaby być pokonana przez Włochów, ale ewentualna wygrana z nimi byłaby niespodzianką. Poza tym, wylosowanie kogoś z tej trójki będzie zwiastunem nudnych meczów w defensywie a tych nikt nie lubi.

Jeśli miałbym określić listę drużyn od najlepszego losowania do najgorszego, wyglądałaby ona następująco:

  1.  Galatasaray S.K.
  2. Málaga CF
  3. Paris Saint-Germain FC
  4. Borussia Dortmund
  5. Real Madryd C.F.
  6. FC Bayern Monachium
  7. FC Barcelona

 

I od tego zestawienia będzie zależeć czy będę dzisiaj zadowolony czy raczej zawiedziony. Wierzę, że Juventus może pokonać każdego i w tym roku stanie się czarnym koniem turnieju, ale wolałbym, żeby świat możliwie późno dowiedział się o prawdziwej sile tego zespołu. Najlepiej w momencie, kiedy nasi napastnicy wyjdą z dołka i znowu zaczną strzelać gole na zawołanie.