Guild Wars 2 to zupełnie nowa jakość

Guild Wars 2 to zupełnie nowa gra

W ubiegły weekend Arena.Net pozwoliła wszystkim graczom zasmakować świata Guild Wars 2. Każda osoba, która otrzymała zaproszenie do triala mogła spróbować swoich sił, w odnowionym świecie Tyrii. Jestem wiernym fanem jedynki, więc nie mogłem przejść obok takiej okazji obojętnie. Gra jest świetna, jednak weekend obnażył jej kilka wad, które chciałbym wytknąć temu tytułowi.

Na grę nie miałem nieograniczonego czasu, ponieważ studia magisterskie zaczynają odciskać piętno na moim czasie wolnym. Jednak w ciągu 5 dni trwania triala przegrałem ponad 20 godzin, więc miałem czas, żeby wyrobić sobie zdanie na niektóre sprawy. Może nie tyle ile chciałem, ale wystarczająco, żebym mógł poznać mechanikę gry i reguły rządzące światem Tyrii.

Co się stało z Guild Wars?

To co najbardziej się rzuca w oczy to fakt, że Guild Wars 2, prócz wspólnej historii, łączy niewiele ze swoim poprzednikiem. Z gry w której innowacyjny tryb PvP był priorytetem, Guild Wars 2 przerzuciło się na innowacyjny tryb PvE. PvP potraktowano po macoszemu wyrzucając całkowicie ozdobę serii – walki gildii.

Tryb rozgrywki również został całkowicie rozbudowany. Guild Wars 2 nie jest już CORPG, gdzie każde opuszczenie miasta łączyło się z wygenerowaniem własnego obszaru, w którym nikt z zewnątrz nie pomoże. Jeśli źle dobrało się drużynę, trzeba było wrócić do miasta i ją przebudować zaczynając wszystko od nowa. W dwójce w każdej chwili możesz liczyć na pomoc innych graczy lub wezwać przyjaciół z gildii. Poziom rozgrywki obniżył się znacząco, jednak radość z gry wzrosła parokrotnie. W świecie nowej Tyrii byłem 20 godzin i ani razu nie poczułem się sfrustrowany czy bezsilny. Tutaj nawet Twój poziom jest skalowany do poziomu przeciwnika, więc nie ma mowy o braku komfortu.

PvP już nie takie dobre

Poziom rozgrywki Player versus Player najlepiej byłoby przemilczeć, jednak jako, że jestem jej zagorzałym fanem, nie mogę tego zrobić.  Mamy do wyboru dwa tryby: structured PvPWorld vs World. Ten drugi to to zabawa w oblężenia, bieganie chmarą graczy i podbijanie okolicznych budynków, co raczej nie ma nic wspólnego ze zorganizowaną rozgrywką. Za dużo przypadkowych graczy ma dostęp do tego trybu. Natomiast sPvP to taki spadkobierca Alliance Battles w pomniejszonym składzie (zamiast 12vs12 mamy 8vs8). Biegamy po mapie przejmujemy „flagi” i ich bronimy. Co kilka sekund dostajemy za nie punkty. Im więcej mamy aktualnie w posiadaniu, tym więcej punktów dostajemy. Proste. Jednak chyba nie dla większości graczy.

Poziom rozgrywki spadł na łeb, na szyję. Owszem posiadam duże doświadczenie w grze PvP w Guild Wars, ale z tym trybem w dwójce spotkałem się pierwszy raz. Mimo, to moje drużyny praktycznie zawsze wygrywały i zawsze byłem za coś odznaczany. Na serwerach pvp jest taki poziom, że w dwie rozgarnięte osoby, da się całkowicie zdominować mecz. Wstyd.

Geniusz w prostocie

Guild Wars 2 to gra skazana na sukces. Jest stworzona dla mas – jest łatwa. A gdyby ktoś sobie nie radził, to zawsze może liczyć na pomoc ludzi z zewnątrz. Dzięki genialnemu systemowi nagradzania, pomaganie się opłaca. Wyeliminowano nudnych healerów, żeby każdy mógł być walczącym bohaterem, bo podobno to kręci każdego. Szkoda tylko, że ja lubię leczyć ludzi, więc eliminując z gry Monka pozbawili mnie mojej profesji. Ale teraz każdy może być zadowolono z tego, że udało mu się kogoś/coś pokonać.

Każda postać ma własną historię, którą przechodzi się indywidualnie, z ewentualną pomocą znajomych. To kolejna ogromna zmiana w stosunktu do jedynki, gdzie misje przechodziło się w (często zupełnie losowo dobranych) drużynach. Teraz grając samemu bez problemu poradzimy sobie z fabułą gry. Ogólnie grając w GW2 ma się wrażenie, że wszystko jest proste, a jedyne co nas ogranicza to za niski level. Gdy nabijemy wystarczający poziom, poradzimy sobie z każdym wyzwaniem. Może to tylko wrażenie, ale to wpływa na miły odbiór gry.

Całkiem niezły event

Event The Lost Shores zaliczam do udanych, dlatego że mogłem dzięki niemu zagrać w Guild Wars 2. Niestety, nie miałem czasu, na to, żeby skupić się wyłącznie na wydarzeniach Zaginionego Wybrzeża. Jednak wypowiem się o starcie eventu, który wyglądał mniej więcej tak: idziemy w wyznaczone miejsce, używamy wybranej umiejętności, dochodzimy do wniosku, że jest ogromny lag, atakujemy z dużym opóźnieniem, giniemy, respawnujemy się i tak w kółko przez 40 minut. Po pokonaniu wszystkich potworów okazuje się, że główny boss ucieka w głębiny i tyle. Kolejna część questa dopiero za kilkanaście godzin. W poprzednich częściach jakoś ciekawiej to było zorganizowane.

Pomimo kilku niedogodności, które wymieniłem powyżej, Guild Wars 2 jest świetną grą i trial przekonał mnie do kupienia tego MMO. To już pewne, że nowy tytuł będzie mnie kręcił przynajmniej kilka lat. Tak jak nadal robi to jedynka. W grudniu powinienem zadomowić się już na dobre w Lions Arch.