Gracze to wojownicy

Gracze też są bohaterami

Po obejrzeniu najnowszych filmów promujących imprezy e-sportowe chciałoby się powiedzieć, że wszyscy jesteśmy bohaterami przy swoim komputerze. Materiały są tak świetne, że ogląda się je z otwartą buzią, a czynność z pozoru tak błaha jak granie na komputerze, urasta w nich do tzw. „epickich rozmiarów”. I bardzo dobrze, bo umiejętności e-sportowców z pewnością zasługują na szacunek. A kto wie, może w ciągu najbliższych lat, te działania marketingowe skutecznie wyniosą wizerunek profesjonalnych graczy na piedestał.

Nie oszukujmy się, wizerunek graczy w tradycyjnych mediach nie jest zbyt pochlebny, a ludzie spędzający swoje profesjonalne życie w wirtualnych światach, często są nazywani dziwakami bez przyszłości. Poniekąd sami sobie zawdzięczamy taki obraz, ponieważ już wśród graczy nie ma zrozumienia. Często nawzajem atakują się werbalnie gardząc tymi, którzy nie podzielają ich punktu widzenia. Więc jeżeli już wśród najbliższego środowiska są takie problemy, to niby dlaczego społeczeństwo ma nas postrzegać inaczej? Na szczęście mądre głowy próbują to naprawić za pomocą marketingu.

Wyimaginowane smoki w służbie e-sprotu

Riot Games do budowy profesjonalnego wizerunku graczy sięga po największe gwiazdy. Współpracując z mainstreamowymi artystami chce wśród ich fanów zasiać szacunek do progamerów i wychodzi im to lepiej niż można byłoby przypuszczać. Do promocji „The World Championship 2014” zaprosił popularny ostatnio zespół Imagine Dragons. Ten ruch na pewno przysporzy Riotowi nowych fanów. Bo kto w ciągu ostatniego roku nie słyszał „Radioactive”, „Demons” czy „On Top of the World” musiał mocno wsiąknąć w wirtualny świat, ich piosenki grane są wszędzie. Dosłownie. Dziełem tej współpracy wydają są zachwyceni zarówno entuzjaści zespołu, jak i gamerzy. Poza tym, gdybym usłyszał, że mój ulubiony zespół bierze tak czynny udział w jakimś przedsięwzięciu, to na pewno bym się tym zainteresował.

 W tym mieście, to gracze są wojownikami.

Jeżeli chodzi o sam utwór audiowizualny, to warto zwrócić uwagę na przepiękną komiksową grafikę tego teledysku. Wydaje się, że stylistyka została wzorowana na klipach Gorillaz. Muszę przyznać, że idealne wstrzeliwuje się w mój gust. Wideo przedstawia graczy, którzy za pomocą gry toczą wirtualne boje. Mamy tu emocje, determinacje, gniew i chwile uniesienia. Przebitki z wiatrakami komputerów zostały tak fajnie wkomponowane, że niektórzy mogą nawet nie wpaść na to, że oglądają obudowę komputera. Łącząc te wszystkie detale wychodzi majstersztyk, który chcę oglądać bez końca.

Szwecja, czyli Counter-Strike’owy ring

Świetnie spisał się również Dreamhack. Widać, że promując imprezę w Sztokholmie, inspirował się bokserskimi pojedynkami. Swoim zwiastunem przedstawił show i sportową rywalizację, czyli sposób w jaki promuje się dzisiejsze turnieje sportowe. Dwie rywalizujące ze sobą strony, Fnatic i NiP, reprezentujące skrajne kolory (biel i czerń), stają na przeciwko siebie i zapowiadają niesamowite widowisko. Film wyszedł bardzo dobrze zarówno od strony wizualnej, jak i dźwiękowej. Piosenka „Echo” zespołu Outrigger ładnie komponuje się z całością. Gracze też wykazali się niezłym talentem aktorskim. No, może z wyjątkiem Get_Righta, który trochę za bardzo przerysował swoje pozy. Ale może chce być modelem?

Kto podskoczy Szwedom na ich własnej ziemi?

Choć wideo zupełnie mija się z moim gustem, to muszę przyznać, że również wyśmienicie się prezentuje. Pokazuje graczy jako zawodników najwyższej klasy, nieustraszonych, walczących o zwycięstwo. Z nimi nie jest łatwo wygrywać i nie będzie (nie było!) to łatwe na szwedzkim turnieju. W Polsce w podobnej stylistyce reklamuje się walki MMA. Wideo ma prosty przekaz: przedstawić counter-strike’owych gamerów jako walczaków, nie cieniasów. A to najprostsza droga, do tego, żeby i inni ludzie w to uwierzyli.

Do boju promocjo

Nie od dziś wiadomo, że dobry marketing potrafi sprzedać nawet najgorszego bubla. Ostatnie wydarzenia w świecie e-sportowym pokazują, że opłaca się inwestować w ten rodzaj rozrywki, nic więc dziwnego, że organizatorzy turniejów walczą o jak najlepszy wizerunek ich zawodników. Choć na razie te działania nie są czynione na dużą skalę, to całkiem możliwe, że za kilka lat zwiastuny finałów e-sportowych będą wcale nie gorsze od zwykłych sportów i zobaczymy je nie tylko w portalach tematycznych. Zaprzęganie do tej całej maszyny promocyjnej Hammery, Jeepy czy Imagine Dragons to zwiastun tego, że sporty elektroniczne należy zacząć traktować poważnie. A przedstawiony powyżej rodzaj reklamy zdecydowanie mi odpowiada.