Fryzjerstwo to nie bułka z masłem

Fryzjerstwo to nie bułka z masłem

Dawno nie robiłem niczego szalonego, więc prędzej czy później musiało to nastąpić. A wystąpienie w roli modela dla początkującej fryzjerki, na dodatek tuż przed świętami, na pewno zalicza się do kategorii rzeczy szalonych. Kto wie czy nie mógłbym stracić włosy na zimę? Na szczęście moja fryzjerka dała radę, a ja przekonałem się na własne oczy jak ciężkim kawałkiem chleba jest obcinanie włosów.

Gdy idziemy do fryzjera, siadamy na fotelu i patrzymy jak obcina nas doświadczony fryzjer, do głowy nam nie przyjdzie, że strzyżenie może być trudne. On prawdopodobnie robi to od wielu lat i każdy ruch nożyczkami czy maszynką ma wyuczony. Dlatego wygląda to dość prosto. Jednak prawda jest zgoła odmienna. Fryzjer najpierw musi ocenić jaki mamy kształt głowy, zauważyć specyficzne właściwości włosów (np. zakola), podzielić optycznie głowę na obszary, które będzie obcinać symetrycznie i wykonać pewnie mnóstwo innych rzeczy o których nawet nie wiem. Każdy ruch maszynką czy nożyczkami musi zakończyć się specjalnym odejściem, żeby nie powstały tzw. zęby. Dzięki temu, że moja głowa stała się modelem usłyszała co nieco o praktyce fryzjerskiej.

Prolog: fryzura z koszmaru

Żałuję, ale niestety nie mam kontaktów z ładnymi adeptkami fryzjerstwa szkół ponadgimnazjalnych. Dlatego o tym, że córka koleżanki mojej mamy poszukuje głowy do obcięcia dowiedziałem się bezpośrednio od mojej rodzicielki. Decyzję podjąłem natychmiastowo, kierując się zasadą „będzie fajnie, jeszcze tego nie robiłem”. Jednak podjęcie takiej decyzji, to również zobowiązanie, do posiadania w miarę długich włosów. Moją wizytę u fryzjera musiałem przełożyć o ok. miesiąc i paradować z fryzurą prawdziwego geeka, który nie zwraca uwagi na swoją czuprynę.

Gdy włosy na głowie zaczęły mi już przeszkadzać do tego stopnia, że nie dało się z nimi nic zrobić. Nadszedł czas na umówioną wizytę. Punktualnie, co do minuty, pojawiłem się o godzinie 11 w salonie fryzjerskim, gdzie praktyki miała moja przyszła fryzjerka. Czy bałem się? Nie. Nie miałem nic do stracenia. No, może z wyjątkiem ucha, ale o tym wtedy nie myślałem.

Rozdział 1: jakie to skomplikowane!

Fryzjerki wcześniej nie znałem, więc szybko przeskanowałem salon w poszukiwaniu młodej dziewczyny. Znalazłem ładną, blondynkę o wzroście modelki, to ona zaprosiła mnie przed lustro. Wyciągnęła nożyczki i zaczęła ciąć.

W ciągu tych dwóch godzin dowiedziałem się o fryzjerstwie męskim więcej, niż przez całe życie chodzenia do salonu fryzjerskiego. Gdy chodzi się do doświadczonego fryzjera, to obcinanie wydaje się proste. Nie wie się nawet, że golenie głupią maszynką wymaga odpowiednich ruchów nadgarstkiem. Ruchów, których z pozycji widza nawet się nie zauważy.

Co to za filozofia obcięcie faceta? Taka, że za uchem należy zrobić cyrkiel, czyli nożyczkami wyciąć bardzo dokładne, półokrągłe wcięcie. Włosy należy podcinać tak dokładnie, żeby nigdzie nie powstały dziury. Ta umiejętność to jest dla mnie w ogóle abstrakcja, bo jak obciąć coś o kształcie kuli nożyczkami? I to w taki sposób, żeby dalej przypominała kulę, a nie oszlifowaną bryłę. Dlatego trzeba ogarniać całą głowę i ciągle porównywać lewą półkulę z prawą (i na odwrót). Posługiwanie się grzebieniem to też sztuka. Można zbierać włosy tak, żeby grzebień w ogóle nie był wyczuwalny, a można tak, żeby włosy cały czas stawiały opór. Maszynka też jest trudna do obsługi. Nie jeździ się po skórze całej głowy tą samą długością, tylko po dotknięciu skóry od razu ucieka się w powietrze. Żeby uniknąć dziur. Dlatego ustawiona długość ma małe znaczenie, cały czas wszystko trzeba korygować ręcznie. Bez grzebania przy maszynce. Poza tym mięśnie dłoni muszą być chyba ze stali. Wytrzymać pół godziny ciągłego trzymania nożyczek w powietrzu i ciachania nimi, do najprzyjemniejszych rzeczy na pewno nie należy. A co dopiero robić to cały dzień? Mnie czasami kciuk boli po kilku godzinnej sesji w grę, która zmusza mnie do nieustannego wciskania przycisków, a to z pewnością jest mniej wymagająca czynność. Jeśli jest się fryzjerem trzeba pamiętać nawet, żeby sprawdzić czy szczelnie zapięło się kołnierz. W przeciwnym razie obcinane włosy wpadną klientowi za plecy i będą podrażniać skórę. A to bardzo nieprzyjemne uczucie.

Rozdział 2: z nożyczkami wśród włosów

Właśnie dlatego dobry fryzjer musi mieć fach w rękach, żeby sprawnie obciąć klienta. Moja fryzjerka początkowo wycieniowała mi włosy, później zrobiła cyrkiel nad uchem i podcięła grzywkę. Nie wyglądałem zbyt atrakcyjnie, ale po wielu poprawkach mój stan głowy stał się wyjściowy. Jak na pierwszy raz uważam, że poszło jej bardzo dobrze, mimo że bez poprawek doświadczonej fryzjerki się nie obyło. Następnie przystąpiliśmy, do fryzury właściwej, czyli boki maszynką, góra nożyczkami. I tutaj zaczęły się schody, bo nieregularne kształty mojej głowy przysporzyły fryzjerce drobne problemy. O ile maszynką poszło dobrze (miałem troszkę poharataną skórę karku), to zrobienie umiejętnego przejścia pomiędzy włosami obciętymi przez maszynkę a tymi przez nożyczki, uważam za poziom co najmniej hardcore.  Gdyby to polegało na wyrównaniu poziomów w linii prostej, to jeszcze byłoby ok. Ale stopniowe cieniowanie i schodzenie z włosów dłuższych, na krótsze jest koszmarnie trudne. Dlatego moja obecna fryzura jest trochę krótsza od tej, którą mam zazwyczaj. 😉 Ale plus jest taki, że tym razem nikt nie narzeka na to, że za krótko się obciąłem.

Zakończenie: efekt jak u profesjonalisty

Po kilku poprawkach doświadczonej fryzjerki, która nad nami czuwała oceniam stan moich włosów na 5+. Wyglądam tak jak chciałem, a na dodatek dowiedziałem się, że fryzjerstwo to nie jest bułka z masłem. W zasadzie, to podziwiam tych ludzi, że tyle wysiłku muszą włożyć, w to, żeby facet wyglądał przyzwoicie. A ile przy fryzurach kobiet? Masakra… Z pracy praktykantki jestem zadowolony. Nie mogę powiedzieć, że włos mi z głowy nie spadł, ale uszy mam całe. Misja zakończona powodzeniem.