unlimited-blade-works

Fate/Stay Night Unlimited Blade Works na wizji

Nowy sezon filmów anime rozpoczęty, więc nic dziwnego, że już czas wybrać tytuły, dla których co tydzień będziemy zasiadać przed ekranem. Animacji jest naprawdę sporo, ale jeżeli nie jesteście jeszcze pewni co chcecie oglądać w tym roku, to z całego serca polecam zainteresować się serialem Fate/Stay Night: Unlimited Blade Works. Urban fantasy, które zamierzam oglądać z zapartym tchem. Seria Fate jeszcze ani razu mnie nie zawiodła, więc liczę na to, że i nowa odsłona będzie tak świetna jak poprzednie.

Pierwszy odcinek Fate/Stay Night: Unlimited Blade Works będzie miał premierę już w niedzielę 12 października. Czekam na niego z niecierpliwością, ponieważ świat wykreowany przez Kinoko Nasu darzę ogromnym szacunkiem. Dlaczego tak jest wyjaśnię później, tymczasem już teraz polecam obejrzeć pięćdziesięciominutowy prolog FS/N:UBW, w którym świat wojny zobaczymy oczami Rin Tohsaki. Prawdopodobnie z tego powodu ten epizod nie wchodzi w skład całego sezonu. Jednak zastosowany zabieg jest miłą odskocznią, bo przecież nie zawsze trzeba oglądać świat z perspektywy głównego bohatera serii.

^Zwiastun Fate’a w hollywoodzkim stylu.

Znowu Unlimited Blade Works?


Wojna o Graala to walka na śmierć i życie.

Tytuł „Unlimited Blade Works” niektórym z Was może być znany z kinówki z 2010 roku. Ta była całkiem niezła, ale pokazała, że trudno w półtoragodzinnym filmie zmieścić tyle treści, ile niesie FS/N. Dlatego cieszę się, że na ekrany telewizorów trafia jego dłuższa wersja. Jeżeli kinówki jeszcze nie widzieliście, to nie sięgajcie po nią w najbliższym czasie, bo tylko zepsujecie sobie przyjemność z poznawania świata, który na pewno będzie lepiej przedstawiony w telewizyjnej produkcji. Już teraz można przypuszczać, że producenci wszystkim wątkom poświęcą należytą ilość czasu i w połączeniu z genialną grafiką, z której znane jest studio Ufotable, otrzymamy kolejny wspaniały film animowany. W końcu hype na ten tytuł nie wziął się z niczego.

Ok, ale co tak właściwie mnie fascynuje w UBW? To że jest to ekranizacja alternatywnej (słowo klucz!) ścieżki wydarzeń z gry visual novel – Fate/Stay Night. Po przejściu standardowej fabuły (która może być dużo lepsza, niż ta pokazana w pierwszym anime), można rozpocząć od nowa prowadząc historię innymi ścieżkami, przez co otrzymamy zupełnie inne zakończenie. W filmach animowanych, te alternatywne tzw. „route’y”, są zazwyczaj całkowicie ignorowane lub co najwyżej liźnięte w formie jednego epizodu. Seria Fate/Stay Night jest o tyle ciekawa, że wydawcy pokusili się najpierw o film kinowy, a później serial, który już w tym tygodniu będziemy mogli obejrzeć. Trudno mi się zdecydować, którą ścieżkę fabularną lubię najbardziej, dlatego bardzo się cieszę, że wszystkie zostaną zekranizowane (trzecia ścieżka też jest w produkcji!). Fakt, że alternatywna historia dostaje tak dużo uwagi ze strony wydawcy niesamowicie podkręca moją ciekawość.

Powrót wojny o Graala


Kontynuacja wydarzeń znanych z Fate/Zero.

Świat Fate’a to wojna mistrzów, którzy za pomocą specjalnego rytuału, wzywają do walki dusze mitycznych bohaterów o nadnaturalnych zdolnościach, a te muszą wzajemnie się wyeliminować. Mistrz, którego sługa przeżyje tę bitwę będzie mógł wznieść kielich Świętego Graala, który spełnia każde życzenia zwycięskiego duetu. W sumie nic, czego nie znalibyśmy z poprzedniej części filmu. Jednak w UBW, główny bohater Shirou Emiya – mistrz herosa-szermierza – swoje uczucia kieruje nie ku magicznemu słudze, a ku innemu mistrzowi. Nie trudno się domyśleć, że wynikają z tego ogromne kłopoty, ponieważ według reguł wojny, są oni śmiertelnymi wrogami. A biorąc pod uwagę fakt, że sługa-łucznik jest z tej samej krwi co Shirou, to wychodzi z tego niezły młyn.

Więcej tajników nie będę zdradzał, bo cały rozwój fabuły warto zobaczyć na własne oczy, a premiera filmu animowanego jest na to świetną okazją. Niemniej jednak ogromnie się cieszę, że znowu będę miał okazję wrócić, do tego fantastycznego świata, który kilka lat wstecz udowodnił mi, że urban fantasy może być [cool].

A już tak zupełnie na koniec dodam swoje #oświadczenie: nienawidzonego przez wszystkich, idealistycznego Shirou uwielbiam, tak samo jak Archera, Saber i Rin. I właśnie doszedłem do wniosku, że chyba najwyższy czas zmienić tapetę z „Ataku tytanów” na płonące Fuyuki City. Hype rośnie!