przeprowadzki

Turystyka klanowa w Counter-Strike’u

Zaczęło się rok temu od Snaxa i Byaliego, którzy dołączyli do dzisiejszego Virtus.Pro, zajmując miejsca legend – Kubena i Loorda. Następnie ten drugi zbudował drużynę (dzisiejsze ESC Gaming), którą razem z Hyperem opuścił po kilku miesiącach. Przeszli do InShock i zanim ktokolwiek się zorientował ściągnęli tam jeszcze Micha. W ESC lukę po Michu właśnie załatał Rallen, który po tygodniu gry w Black Ravens opuścił swój team. Każdemu z tych transferów towarzyszyły gromy.

Gdy spojrzymy na polską scenę Counter-Strike’a z boku, zobaczymy graczy o wielkich ambicjach, ale słomianym zapale, dużym temperamencie, ale z brakiem odpowiedzialności i cierpliwości. To nie powinno dziwić, bo w e-sporty najczęściej angażują się ludzie młodzi. Jednak to trochę boli, że nie możemy mieć kilku drużyn na światowym poziomie. Wszyscy chcą być jak progamerzy z Virtus.Pro, jednak mam wrażenie, że nikt nie bierze z nich przykładu. I nie chodzi mi tu o indywidualne umiejętności graczy, a o sposób funkcjonowania drużyny.

Gdzie są przyjaciele moi?

Ostatnio czytałem dobry wywiad z Mateuszem „MEFIIU” Gutarowskim, gdzie gracz Black Ravens obnaża amatorskie myślenie naszych graczy. Zarzuca im niestabilność i krytykuje ich bezkrytyczność:

Myślą, że są super gwiazdami, a prawda jest taka, że żadna drużyna poza Virtus.pro nie znaczy nic na scenie europejskiej, przynajmniej na tę chwilę. Tok myślenia większości osób na tej scenie jest taki, że koniecznie muszą grać ze swoimi dobrymi znajomymi i wtedy będzie sielanka i super wyniki. Właśnie widać. Mateusz „MEFIIU” Gutarowski

Śmieszna sprawa, bo „Złotą Piątkę” zawsze łączył wspólny cel – być najlepszym na świecie – a nie dobra komitywa. Ich drużyna powstawała z największych rywali polskiej sceny. Miłości tam nie było i dziwne, że nikt nie bierze z nich przykładu. Co jakiś czas do mediów wyciekały informacje, że pod względem wzajemnych relacji nie jest u nich najlepiej. Były wielkie afery po odejściu Luq-a czy Loorda, ale dzięki swojej determinacji, gracze realizowali wspólne cele. Właśnie to jest profesjonalizm. Chcąc osiągać wielkie sukcesy trzeba nauczyć się współpracy z wielkimi ludźmi, niekoniecznie przyjaciółmi.

Scena amatorów(?)

Szczytem marzeń jest
wicemistrzostwo Polski

Wspominam o tym dlatego, że (pomimo wielkiego mniemania o sobie) polska scena CSGO jest amatorska i nie jest bardziej profesjonalna od czeskiej czy portugalskiej. Owszem, mamy czasem dobre drużyny, ale te nie potrafią przetrwać nawet roku w niezmienionym składzie. Amatorskie zespoły grające dla zabawy, tylko na to nas obecnie stać. Bo ile drużyn stawia sobie za cel TOP2 Polski (już sam fakt, że nie walczą o mistrzostwo daje do myślenia)? ESC Gaming, InShock, Alsen Team, może nowe Black Ravens. Ktoś jeszcze? Ale przecież oni wszyscy przebudowali swoje kadry i zaczynają budować swoją formę praktycznie od zera.

A barwne sagi transferowe to już klasyka. Żeby pokazać kuriozalność ruchów na Polskiej scenie posłużę się przykładem ESC Gaming. Drużyna powstała z bardzo dobrych transferów obecnego Virtus.Pro, który to chcąc wnieść świeżość w swoje szeregi zwerbował Snaxa i Byaliego. To spowodowało, że z zespołu został wyrzucony Loord. Inny topowy gracz, Hyper, nie wywalczył miejsca w szeregach najlepszej polskiej drużyny, więc powstał pomysł na team z ambicjami na TOP1 Polski. Wspomniana dwójka dobrała trzech brakujących graczy: minise’a, peeta i innocenta i powołała do życia twór, który dzisiaj funkcjonuje pod nazwą ESC Gaming. Skład nie był perfekcyjny, bo z czasem wymienili peeta na MICHA. Ten transfer okazał się genialny i MICHU szybko wyrósł na gwiazdę zespołu. Wszystko wyglądało naprawdę dobrze.

Cyrk na kółkach

Gracze zakładają drużyny,
a później z nich odchodzą

Jednak w najlepszym składzie długo nie pograli, ponieważ Hyper i Loord odeszli do InShock – polskiej drużyny założonej po to by odnosić sukcesy za granicą. Team stracił doświadczonych graczy. Absurdalnie, te zmiany okazały się dobre zarówno dla jednych jak i drugich. InShock stał się organizacją wypłacającą pensje za granie, doceniającą poważnych graczy. Natomiast ESC w nowym składzie (doszli szpero i mouz) rozegrało dobry sezon w najwyższej klasy rozrywkowej SLTV StarSeries i zostało wicemistrzami Polski w 8 sezonie EPS-a. Te dwa osiągnięcia sprawiają, że ESC Gaming ma coś czego mogą pożądać inni polscy gracze – gwarantowane występy w prestiżowych ligach. Niestety, brak odpowiedniej motywacji do poważnej gry spowodował, że Michał „MICHU” Müller dołączył do swoich byłych kolegów z zespołu. Przeszedł do InShock, gdzie treningi są prawdziwą pracą. Jeżeli jeszcze nie zaopatrzyliście się w popcorn, to polecam, bo w tym momencie zaczynają się prawdziwe cuda.

Za sprawą odejścia MICHA, minise postanowił opuścić drużynę na kilka dni. W tym czasie ta się ROZPADŁA. Gracze uznali, że to co wypracowali jest dla nich niczym i rezygnują z dalszego wspólnego grania. Poważnie!? Ale jednak minise’owi  się odwidziało po kilku dniach, wrócił i wstrzymał agonię ESC. Uff, druga polska drużna, która potrafiła coś zdziałać na arenie międzynarodowej uratowana. Ale jeszcze trzeba znaleźć zastępstwo za MICHA…

W międzyczasie Black Ravens działali aktywnie na rynku transferowym. Najpierw wchłonęli mix o nazwie Wyborowa, później zwerbowali w swoje szeregi Karola „Rallena” Rodowicza, wyrzutka z Team Alsen (TOP3 Polski). Historia jest warta zapamiętania, ponieważ ten gracz do nowej drużyny dołączył 27 sierpnia. Ale 8 sierpnia już ją opuścił! Gdzie poszedł? Zasilił ESC Gaming, gdzie wcześniej grał jako gracz rezerwowy. Mózg eksplodował. Co prawda z jednej strony zrobił bardzo dobrze, bo doszedł do drużyny, która ma już jakieś osiągnięcia i może mu coś zaoferować, ale z drugiej… Nie postąpił poważnie.

Wspomnę jeszcze, że cztery dni później „Czarne kruki” opuszcza Sany, który swoją decyzję argumentuje „brakiem wspólnego języka pomiędzy zawodnikami” (źródło). Jeżeli tak składem rotują najlepsze drużyny w Polsce, to aż strach pomyśleć co dzieje się w teamach o mniejszych umiejętnościach. Cały wątek Rallena też jest dość ciekawy, ponieważ z jego usług oraz Norbiaka zrezygnował wcześniej Teamu Alsen. Trzecia drużyna e-ekstraklasy uznała, że gracz, który później znajduje miejsce w składzie wicemistrza, jest dla nich nieodpowiedni. Czy znaleźli dla niego godnego następcę? Zobaczymy już w następnym sezonie EPS-a. Jednak wszystkie te roszady wprowadzają ogromny chaos na polskiej scenie.

Brak stabilności w kraju nad Wisłą

Z wszystkich pretendentów do wicemistrzostwa Polski, to ciche InShock wydaje się najpoważniejszym kandydatem do tego tytułu. W tym sezonie tylko oni się wzmocnili. Jednak tak czy siak skład przebudowywali, więc. Cały ten długi wywód sprowadza się do tego, że dopóki Polacy nie przestaną skakać z kwiatka na kwiatek, nie doczekamy się na ich sukcesy poza granicami naszego kraju.

W normalnych ligach powinno być tak, że drużyny Ekstraklasy po skończonym sezonie zajęły konkretne miejsca i w odniesieniu do nich można przewidzieć ich formę na następny sezon.  Nie u nas. EPS Poland rusza lada chwila, a polska scena stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nie wiadomo nawet jaki będzie kształt tej ligi, ponieważ zespoły się porozpadały lub są w nowych składach. Dramat. Czy w takich warunkach można odnosić światowe sukcesy? Zobaczymy w najbliższym czasie.