Trolle ddosujący graczy.

DDoSki los Virtusów

Złośliwość graczy często nie zna granic. Tym bardziej jeżeli w grę wchodzi ich interes. Kiedy okazuje się, że mecz nie idzie po ich myśli, wtedy script kiddies włączają swoje programy i atakują komputery graczy. Psują zabawę e-sprotowcom, organizatorom oraz widzom. Wszystko po to, żeby nie stracić pieniędzy przez błędnie postawiony zakład lub żeby strollować graczy. Ostatnio częstymi ofiarami ataków stał się nasz zespół Counter-Strike’a – Virtus.Pro.

DDoS (ang. Distributed Denial of Service)
– atak na system komputerowy lub usługę
sieciową w celu uniemożliwienia działania
poprzez zajęcie wszystkich wolnych
zasobów, przeprowadzany równocześnie
z wielu komputerów. – Wikipedia

Ataki DDoS są zmorą wszystkich poważniejszych internetowych rozgrywek e-sportowych. Przez napady na cudzą sieć, gracze mają lagi i spada wydajność ich gry. Gdy przydarza się to w środku rundy, to można ją już spisywać na straty. Bo jak walczyć w osłabieniu? Mecze są zazwyczaj na tyle intensywne, że nawet krótka nieobecność jednego z graczy oznacza przegraną. A co dopiero dwójki czy więcej. Ostatnio e=sportowcy Virtus.Pro, zarówno Taz, jak i Neo regularnie padają ofiarą script kiddies.

„Byli po prostu lepsi”?

W ciągu ostatnich dni Virtusi zmagali się z DDoS-ami codziennie. Przez nie przegrali z mouz, zremisowali z daT Team oraz pokłócili się z Na’Vi. Kto oglądał te mecze, ten wie, że stresujące sytuacje odcisnęły swoje piętno na psychice graczy. Po wczorajszym meczu przeciwko daT, wielu zagranicznych widzów straciło szacunek do Polaków, ponieważ po DDoS-ie zaczęli utrudniać dokończenie całego spotkania. W sumie trudno im się dziwić, ostatnio przez te ataki tracili cenne punkty. Jednak desperacja i kłótnie z adminami zszargały wizerunek Polaków i minie sporo czasu zanim ponownie go odbudują. Żeby wyrazić dramatyzm sytuacji przytoczę trzy przykłady.

VP vs mouz


DDoS Taza podczas meczu z mouz.

Virtusi grają z mouz mecz o być albo nie być w turnieju GameShow League. Spotkanie od początku nie idzie po ich myśli. Mimo, że zaczęli po łatwiejszej stronie (antyterrorystów), to gracze Mousesports seryjnie zdobywają punkty. W pewnym momencie wygrywają nawet 7-1. Na szczęście Polacy w końcu budzą i pierwszą połowę nieznacznie przegrywają 7-8. Drugą rozpoczynają od razu z wysokiego C. Szybko wypracowują sobie przewagę na 11-8 i gdy wydawało się, że mecz mają już w garści następuje DDoS TaZ-a. Wiktor Wojtas musi grać z lagami. Od tego momentu gamerzy z Polski nie grają już tak dobrze i całe spotkanie przegrywają 13-16. Taz spotkanie komentuje w ten sposób:

Mocne DDosy… na rundę, w trakcie rundy, po rundzie… szkoda ze coś takiego nam kasuje szanse na lana. Wiktor „TaZ” Wojtas

VP vs NaVi

Następnego dnia Virtus.Pro gra z Natus Vincere. Mecz na szczęście wygrywają, ale nasi zawodnicy znowu przeżyli chwile stresu. Pod koniec drugiej rundy, TaZ i Neo jednocześnie zostali zaatakowani. Przez to Na’Vi w bardzo łatwy sposób zdobyli swoją pierwszą rundę i grając 5vs3 zgarnęli kolejną. To stało się przedmiotem sporu. Polacy domagali się powtórzenia trzeciej rundy skoro od samego początku dwóch graczy było wyłączonych z rozgrywki. Admini zdecydowali, że tego nie zrobią i Virtusi czuli się pokrzywdzeni. Ostatecznie podrażniona ambicja spowodowała, że wygrali 16-13. Ale niesmak po kłótni pozostał. Gdyby DDoS-a nie było, wszyscy żyliby w szczęściu i harmonii.

Yesterday when we played Starladder, vs Na’Vi and neo and me, got timed out at the end of 2nd round, and we didnt play whole 3rd round. Admin decided that round will not be replayed, no matter that we had eco, we played 3vs5 and there was no restart. Wiktor „TaZ” Wojtas

VP vs daT Team


Przedłużanie meczu w nieskończoność.

Następnego dnia Virtusi mierzyli się z daT Team. Drużyną, która kilka dni wcześniej została upokorzona przez polskie ESC Gaming przegrywając aż 7-16. Wydawało się, że VP czeka łatwy mecz, jednak od początku naszym się nie kleiło. Grając terrorystami wymęczyli 5:10 w pierwszej połowie i dopiero w drugiej zaczęli odrabiać. Bliźniacza sytuacja do meczu z mouz. Nasi odrobili i doprowadzili do stanu 14:14. Ostatnie dwie rundy miały zdecydować o losach całego spotkania. I stało się to czego wszyscy się domyślali. DDoS w 29 rundzie przy stanie 4vs3, gdzie w przewadze byli Polacy. Neo i Taz zostali zaatakowani i zaczęły się kolejne kłótnie, bo admin nie chciał powtórzyć tej rundy. Pech chciał, że u jednego z graczy daT Team wyłączyli prąd w 30 rundzie, więc nasi zawodnicy zaczęli szantażować, że albo rozpoczną od stanu 14-14, albo będzie 15-15 i koniec meczu. Admini nie ugięli się i ostatnia runda została rozegrana, gdy prąd wrócił. Szczęśliwie, doprowadziła do remisu, ale wcześniej Virtusi nie zgodzili się na gracza rezerwowego w daT Team. Kolejne nieciekawe sytuacje sprowokowane DDoS-em.

DDoS-y powodują stres i wywołują wojny

Wymienione wyżej zdarzenia dowodzą, że Polacy źle znoszą takie ataki. Nic w tym dziwnego, ponieważ przez lagi mogą przegrywać ważne spotkania. Jednak w ciągu kilku dni zrazili do siebie wielu ludzi, niezależnie czy ich pretensje były uzasadnione czy też nie. Dlatego czym prędzej powinni uporać się z problemem natrętnych DDoS-erów. Tylko jak? Jedyne wyjście to ciągła zmiana adresów IP i załatwienie sobie VPN-a. Ale nie wydaje mi się to komfortowym rozwiązaniem problemu. W XXI wieku naprawdę nie ma przed tym jakiegoś sensownego zabezpieczenia?

Zastanawia mnie również ile czasu może sprawiać przyjemność takie nękanie graczy. Bo przecież nawet trollowi w końcu powinno się to znudzić. Chociaż z drugiej strony, dopóki istnieje ryzyko przegrania pieniędzy w zakładach e-sportowych, dopóty ludzie będą sięgać po takie prymitywne oszustwa.