fagbite2014

Blamaż VP na Fragbite Masters

Szwecja znowu okazała się pechowa dla zawodników Virtus.Pro. Na finały Fragbite Masters wyjechali bez najlepszego gracza, formę zgubili po pierwszym meczu i ostatecznie zajęli najniższe miejsce jakie mogli tam zdobyć – trzecie. Choć na papierze nie wygląda tak źle, to nie ma się z czego cieszyć. Mam nadzieję, że mamy do czynienia z zasłoną dymną i na Dreamhack Winter Polacy pokażą się z dużo lepszej strony. Bo w to, że zagrali tak słabo przez rezerwowego Minise’a, nie uwierzę.

W ostatnich miesiącach tylko Janusz „Snax” Pogorzelski nie ma wahań formy i jest najmocniejszym ogniwem. Pech chciał, że na finały Fragbite Masters nie mógł polecieć z powodu choroby. Zamiast niego Virtusi wzięli Minise’a, czyli obecnie najlepszego online’owego snajpera w Polsce. Dziwna decyzja, bo to to zawodnicy o zupełnie innych profilach. Ale nie mnie to oceniać. Na szczęście Virtusi lecieli do Szwecji mając zapewnione trzecie miejsce. Mogło być tylko lepiej.

VP 1 – 2 LDLC
VP 0 – 2 fnatic

Ale lepiej nie było. Startując z drabinki wygranych dwa razy grali o finał. Z LDLC przegrali 1-2 (de_overpass 16-9; de_dust2 5-16; de_inferno 0-16). O ile Overpass był zagrany koncertowo, to kolejne mapy były okropne. Inferno przegrane do zera potwierdza jak słabo zagrali. Wylądowali w koszyku przegranych i tam bój o finał z LDLC stoczyli z fnatic. Ten mecz wcale nie był lepszy, skończył się wynikiem 2-0 dla Szwedów (de_overpass 16-3, de_cache 16-9). Nic nie ugrali. Mecze zawaliła cała drużyna, a najgorzej zagrali minise i byali. Neo i Pasha mieli wielkie wahania w zależności od granej mapy. Jedynym jasnym punktem zespołu był Taz, który stopniowo przygasał. Przeciwnicy byli lepsi praktycznie w każdym aspekcie gry.

(Nie) Przegrali przez Minise’a

Czy Michu byłby lepszym zastępcą Minise’a? Może. Czy Minise’a zawiódł? Trochę. Czy gdyby Minise’a grał lepiej, to VP grałoby w finale? Nie. Wynik jaki osiągnęli Virtusi to wypadkowa całej drużyny, a nie sprawa Minise’a. Trudno jednoznacznie stwierdzić co się stało, jednak winy za to nie ponosi tylko Jacek „minise” Jeziak. Gracz ESC Gaming w żadnym meczu mocno nie odstawał od drużyny. Wszyscy grali poniżej oczekiwań. Biorąc pod uwagę, że w karierze CS:GO był to jego pierwszy zagraniczny finał i od razu trafił na przeciwników, z którymi VP mają problemy nawet w pełnym składzie, to trudno go winić o cokolwiek. Nie zmienia to faktu, że Michu miał lepszy debiut. Dziwne, że niezwykle agresywnego gracza, jakim jest Snax, zastąpiono snajperem. Przez to wszystkie taktyki się posypały.

Zawsze patrz na jasną stronę życia

Virtusi nadal są jedną
wielką niewiadomą.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przegraliśmy sromotnie i z fnatic, i LDLC. Jednak te zespoły to obecnie Top 2 światowego Counter-Strike’a i nie sądzę, że wygralibyśmy z nimi nawet ze Snaxem w drużynie. Prawdopodobnie mecze skończyłyby się po prostu lepszymi wynikami punktowymi i tyle. Fakt, że grali z osobą spoza drużyny sprawia, że przegranej do zera nawet nie ma sensu rozpamiętywać. Stało się i trudno. Za to VP, tuż przed wielkim turniejem nie zdradziło swoich taktyk. Jest wielką niewiadomą. Teraz mamy okres, w którym drużyny wzajemnie się rozpracowują, a z gry Virtusów nie można wyciągnąć żadnych wniosków. Co najwyżej można zacząć ich lekceważyć. Polacy uwielbiają pozycję czarnych koni, bo wtedy sprawiają największe niespodzianki. Może i tym razem powtórzą sukces EMS One Katowice 2014? Skoro sami kibice nie wiedzą czego od ich drużyny można oczekiwać, to tym bardziej współczuję przeciwnikom.

Virtus.Pro przed Dreamhackiem poznało swoje indywidualne wady i tylko solidne treningi pomogą je wyeliminować. Wad drużynowych nie poznali ani oni, ani nikt inny. Przeciwnicy nie wiedzą jakie mają przygotowanie taktyczne, a to stawia Polaków w uprzywilejowanej pozycji. Z drugiej strony, Virtusi mają idealny materiał do analizy gry swoich największych rywali. Wiedzą w jaki sposób Fnatic pokonało LDLC, wiedzą jak przeciwko nim ustawiali się przeciwnicy. Tę wiedzę trzeba wykorzystać.